O moim dziecku i jego szkole

31 Sier

…czyli temat dla zainteresowanych.

W kwietniu Młody zaczął chodzić do przedszkola w Phnom Penh.
Nachodził się, doprawdy…
Po pierwsze był wożony od drzwi do drzwi. Woził go Fat Cat*.
Po drugie w kwietniu wolnych było 7 dni, w maju 2 tygodnie, a w pierwszej dekadzie czerwca skończył się rok szkolny.
W połowie sierpnia wrócił do szkoły. No właśnie, szkoły a nie przedszkola. W wieku czterech lat poszedł do zerówki.
A było to tak:
Kiedy przeprowadzaliśmy się do Phnom Penh planowaliśmy, ze Młody pójdzie do przedszkola we wrześniu. Już po miesiącu było wiadomo, że plan trzeba zmienić, bo niestety w stolicy nie było szans na zbudowanie relacji zabawowych z chłopakami z sąsiedztwa, tak jak w Kampong Chhnang.
Jednak na hasło Przedszkole informował nas, że on nigdzie nie idzie i chce cały czas być z mamą.
Syniu, tez Cię kocham, ale dla zdrowia psychicznego mojego, a co za tym idzie Twojego i Twojego ojca lepiej zostaw mnie samą na te kilka godzin dziennie.
Drążąc temat okazało się, że trzeba już myśleć o szkole podstawowej, ponieważ jeśli zostaniemy w Kambodży dłużej, to za rok czeka go podstawówka. W Phnom Penh jest dość dużo szkół, które w nazwie maja International. Po szybkiej selekcji wybór drastycznie zawęził się do kilku miejsc. Drogich jak diabli! Najtańsze z nich ma długie listy oczekujących. Jednak jest przy tej szkole przedszkole. Droższe od innych przedszkoli, ale ma się zapewnione miejsce w szkole. Decyzja prawie zapadła.

Wizja lokalna. Pozytywnie. Młody mówi: tak. Więc rozmowa kwalifikacyjna – on mało co mówi, tylko rzuca się na drewniana ciuchcię i nie chce wyjść z pokoju przesłuchań.To co? Wpłacamy kasę? Te grube dolki, za które moglibyśmy pojechać do WietnamuLaosuBirmy?Jeszcze nie, jeszcze macie drodzy Państwo trzy dni w szkole, za free, mamusia i synio w klasie. Popatrzcie sobie na zajęcia i podejmijcie ostateczną decyzję.Ale jak to? Nie będziemy przeszkadzać??Tak na ręce patrzeć Pani Nauczycielce?A inne dzieci? Urazu psychicznego nie będą miały?? Siedzę w kącie klasy, a Młody coraz śmielej hasa. Już mu się tak podoba, że wyjść nie chce. Panie Nauczycielki mają mnie w głębokim poważaniu. Jakby mnie nie było. Czasami zaproponują coś Młodemu. On mówi no i robi to, co chce robić, i dla Pań Nauczycielek jest to ok. Dzieciaki pytają, dlaczego jestem w klasie i same sobie odpowiadają – chcesz żeby Twój syn czuł się tu dobrze? Po trzech dniach przynosimy plik pieniążków, zdjęć i podpisanych papierów. Mamunia w klasie na podłodze już nie siedzi, o nie… W kawiarence szkolnej, przy stoliku z kawką i ciasteczkiem rozsiadam się, z gazetą w dłoni. Taka była umowa z syniem. Więc jak synio chce wyjść z klasy i sprawdzić czy mamunia jest, to wychodzi. Pierwszego dnia wyszedł 5 razy, drugiego 3, trzeciego raz a czwartego zamiast pić kawę i jeść ciastka pojechałam na ryneczek po zakupy. I obiad robić. No, teraz będę mogła nawet dwudaniowy przygotować!

Dzieci są przydzielane do grup według rocznika szkolnego, nie kalendarzowego. Tym sposobem Młody jest prawie najmłodszy w grupie z dziećmi rocznik wrzesień 2008 – sierpień 2009
Oczywiście językiem obowiązującym jest angielski. Początkowo mało, co mówił, znał tylko kilka słów. Najczęściej używał no. Już po miesiącu otrzymaliśmy sygnały, że coś się zmieniło. Otóż przeprowadził konwersację z jedną z nauczycielek i ona zdumiona oznajmiła, iż nie wiedziała, że Młody mówi po angielsku. My też nie wiedzieliśmy. I zaczęło się. Nie tylko rozmawiał, ale wykłócał się i dyskutował. Rozbudował no imponująco. Naprawdę nie wiem, co go oświeciło. Mam kilka teorii:
1.Angielski jest prostym i dość leniwym językiem. Ja do tej pory mówię car z mocnym r na końcu. Młody wypuszcz lekkie kaa i wiadomo, że to car. Nie  gimnastykuje zbyt mocno buzi i języka.
2.Pobyt w Kampongh Chhnang, gdzie dzieciaki rozmawiały z nim tylko i wyłącznie po khmersku „przetarł” mu jakieś ścieżki w mózgu odpowiedzialne za naukę nowych języków.
3.Nie miał wyjścia – tutaj nie ma ani jednego dziecka, które mówi po polsku, więc jeśli chce się bawić musi się jakoś dogadać.

Ale miało być o zerówce. Więc kiedy zdałam sobie sprawę, że to zerówka, bo za rok przecież klasa 1, to kolana lekko się pode mną ugięły. Przecież on nawet nie chodził porządnie do przedszkola! Niektóre dzieci w jego klasie już piszą i czytają (sic!). Jak ma się w tym odnaleźć?

Na razie jestem bardzo zadowolona, ponieważ widzę, że Młody uwielbia chodzić do szkoły, widzę, że szkoła rozbudza jego ciekawość, że świetnie się tam czuje. No i co najważniejsze – nie ma i nie będzie prac domowych. Rozumiecie? Nie ma prac domowych! Strzelam, że 90% rodziców nienawidzi prac domowych swoich dzieci. A pamiętacie własne? Moja mama była aniołem, ale straciła cierpliwość przy literce P i jak dziś pamiętam łzy, które rozmywały w zeszycie to pieprzone  P. To, czego ma się nauczyć przekazywane jest w szkole, a rodzice nie koniecznie muszą znać się na dydaktyce.

Jeszcze o tym, co mnie zdziwiło, a raczej zasmuciło: w klasie Młodego większość to dzieci khmersko-francuskie/angielskie/japońskie/chińskie/amerykańskie/koreańskie. I wiecie, że one nie mówią po khmersku??? A ja myślałam, że może Młody załapie nieco khmerskiego, żeby tak całkiem nie przepadło to, czego nauczył się na prowincji. W każdym razie obecnie jego najlepszym kolegą jest Juu Sej i nie wiem jak panowie się dogadują, bo Juu Sej nadaje tylko po japońsku i słowa po angielsku nie rozumie. Młody zadeklarował, że nauczy go polskiego.

*Fat Cat – rower. Ja pedałuję. Młody siedzi na drucianym foteliku zakupionym na lokalnym ryneczku. Trochę szoruje kolanami po brodzie, ale jest nawet pas bezpieczeństwa. Do szkoły 3,5 km w jedną stronę. Te kilometry robią mi bardzo dobrze.

Reklamy

Komentarzy 7 to “O moim dziecku i jego szkole”

  1. zwierzak 02/09/2013 @ 7:29 PM #

    A czego dotyczyła konwersacja Młodego? 🙂

    • niedziwinic 03/09/2013 @ 1:21 AM #

      Mycia rąk. Pani poprosiła żeby umył. a on, ze nie. Więc Pani tłumaczy i tłumaczy. Więc on tez jej zaczął tłumaczyć, ze on nie będzie mył ponieważ własnie umył i że jak będzie mu kazała na siłę myć to on będzie zły bo dzieci nie można zmuszać. Pani powiedziała, że Młody ma racje i przeprasza, ale po prostu nie widziała jak mył.

  2. Anetta 16/09/2013 @ 8:54 AM #

    Jakbym widziała angielską szkołę swojej córki. 🙂 Też poszła do szkoły w wieku 4,5 lat. Po roku zerówki czyta i całkiem znośnie pisze po angielsku. Dla nas to był szok, ona się świetnie bawiła. Teraz w pierwszej klasie już więcej narzeka, bo pani każe im dłużej siedzieć przy stolikach i coś pisać. No cóż, zaczęła się prawdziwa nauka. No, raczej „prawdziwsza”, bo z tym, co pamiętam ze swojej podstawówki, nie ma ona nic wspólnego. Dzieciaki nie mają zadawanych prac domowych, raz na tydzień przynoszą książeczkę do przeczytania. Rodzice angażują się w życie szkoły, pomagają, organizują imprezy itp. Pan dyrektor przed zajęciami chodzi po boisku – można podejść, zagadać, skomentować, poprosić o dłuższe spotkanie. Normalnie jakbym w innym świecie żyła.

    Jeżeli chcesz dziecku pomóc w nauce czytania, pisania i ogólnie angielskiego, to polecam stronę http://www.educationcity.com/. Trzeba się zarejestrować, pierwszych 10 dni jest za darmo, potem płatne. Są tam ćwiczenia z czytania, głoskowania, matematyki, środowiska, a nawet języki obce. W Anglii korzysta z tego wiele szkół. Jakbyście się zdecydowali na wersję płatną, napisz na priv, to podam kod do przedłużenia licencji o 3 miesiące.

    Anetta

    PS Fajnie piszesz. Trafiłam tu przypadkiem, przez odnośnik na stronie „Skok w bok blog”, ale chyba zagoszczę na dłużej. 🙂

    • niedziwinic 16/09/2013 @ 9:11 AM #

      Anetta – dziękuje 🙂 W szkole Młody idzie brytyjskim systemem i też pracują na komputerze z jakimiś programami – ulubione lekcje na komputerach. Oczywiście najchętniej w domu tez siedziałby przed kompem. Po polskich doświadczeniach z oświata to inny świat.. A przecież to czym się zachwycamy nie jest kwestią jakiegoś wielkiego nakładu pieniędzy tylko mentalności i podejścia. Mi najbardziej podoba się poranna rozgrzewka – układy choreograficzne do hiciorów. Tańczą wszyscy ale cały staff nauczycielski i administracyjny obowiązkowo 😉

      • Anetta 16/09/2013 @ 9:45 AM #

        Rozgrzewka piękna. 🙂 U nas czegoś takiego niestety nie ma. Ale jak kiedyś zrobili dzień piżamowy, to cała kadra pomykała w kolorowych piżamkach i szlafrokach.

  3. Zuza 21/01/2014 @ 10:54 AM #

    Młody będzie chłonął języki jak gąbka! 😉 pozdrowienia z okolic zamarzniętego Poznania! 😉

    • niedziwinic 25/01/2014 @ 3:56 AM #

      Zamarzniety? A w Kambodzy wlasnie rekordowo niskie temperatury – np 17st. Na plusie. Pozdrawiam cieplo 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: